In Artykuły, Publikacje, Uniwersalne

W szkole jesteśmy uczeni, że teksty czyta się od lewej do prawej i od góry do dołu. W Internecie tak nie jest. Tu czyta się od środka ekranu, potem do góry, a na końcu (to dotyczy już tylko niektórych) schodzi się na dół. Lepiej to uwzględnić w konstrukcji strony, gdyż inaczej najważniejsze treści nie dotrą do czytelnika, ale co ważniejsze, opuści on stronę, zanim się zorientuje, że strona jednak byłaby mu przydatna.

To prawda, która dotyczy stron i urządzeń mobilnych, to jednak już ok. 70% całego ruchu, a jeśli wyróżnić pierwsze zetknięcie ze stroną, to nawet więcej. Często jest tak, że szuka się jakiejś strony na smartfonie, ale gdy strona już zainteresuje i trzeba już coś przeczytać czy złożyć zamówienie, wciąż wielu klientów wraca do wygodniejszej, gdyż większej wersji stacjonarnej.

Wskaźnikiem, na ile strona nie zainteresowała potencjalnego użytkownika jest tzw. bounce rate czyli współczynnik odbicia.

Bounce rate

Czyli współczynnik odwiedzających stronę, którzy ją opuścili, nie wykonawszy żadnej akcji.

Uwaga. „bounce rate”. Czyli „to mnie nie zainteresowało”. A czasem „jestem tu przypadkiem, nie tego szukałem”. Inaczej to udział wejść, które skończyły się bez jakiejkolwiek interakcji ze stroną www. To wcale nie musi znaczyć, że strona jest słaba – po prostu klient nie znalazł tego, czego akurat szukał, a jeszcze częściej po prostu zmyliła go niezbyt precyzyjna komunikacja.

Czy bounce rate powinien wynosić 0%? Tak byłoby najlepiej, ale to raczej nie możliwe. Część ruchu zawsze będzie przypadkowa, pomyłkowa czy będzie efektem źle zadanego pytania czy źle pozycjonowanej strony. Tak jest, więc trzeba się z tym pogodzić. Jednak 30% bounce rate to już powód do zastanowienia.

Bounce rate jest też różny dla różnych kanałów ruchu. Dla kanałów typu SEM (ruch płatny i wmuszony) wysoki bounce to nie tylko strata pieniędzy, ale też dowód, że właściciel strony źle targetuje swój marketing. Inaczej znaczy to, że trafia do tych, którzy nie są zainteresowani. Może to też oznaczać, że tzw. landing page nie odpowiada zapytaniu i klienci odchodzą z kwitkiem.

Dla kanałów SEO (organiczne wyniki wyszukiwania) wysoki bounce to dowód, że strona została źle pozycjonowana i wyszukiwarka pokazuje je tym, którzy nie są nią zainteresowani.

Uwaga. „liczy się też czas pobytu”. Jeśli klient już wykona jakąś akcję, to bounce rate go nie odnotuje. Nadal jednak może nie być zainteresowany, co widać przez czas, jaki spędził na stronie. Liczba odwiedzanych stron nie jest już taka ważna, gdyż jeśli strona się dobrze pozycjonuje, to mógł od razu trafić na to, czego szukał.

Już na poziomie bounce rate należy się zastanowić, co znajduje się w centrum ekranu i czy odpowiada to zapytaniu. Dotyczy to tzw. landing page, czyli strony, na którą trafia klient po kliknięciu w link. Klienci są niecierpliwi i jeśli od razu nie dojdą do wniosku, że trafili na to, czego szukali, to wyjdą, a nie będą dociekać, że jednak to się tam znajduje. Za każdym razem trzeba sprawdzić, gdzie klient ląduje i czy środek strony zawiera to, czego szuka. A przynajmniej mu to zasygnalizować, choć na razie jeszcze bez szczegółów, na nie przyjdzie czas później.

Jakie treści są najważniejsze?

To oczywiście zależy od zawartości strony, ale co do zasady, zgodne z zapytaniem. Jeśli klient szuka ubezpieczenia samochodu (na co wskazuje zapytanie), to lepiej nie zaczynać od bannera o ubezpieczeniu od zalania. A jeśli wycieczki, to wynajem samochodu niekoniecznie musi go zainteresować.

Uwaga. „ważne, żeby ściągnąć”. Niektóre strony mają filozofię, że ruch to ruch i próbują ściągnąć klientów często poszukiwanymi i klikanymi frazami, a potem liczą, że klient jednak z nimi zostanie. To rzadkie, ale możliwe, trzeba jednak od razu sprawdzić bounce rate i czas pobytu na stronie.

W długim okresie jednak wyjątkiem będzie fakt, że ruch o tak niskiej wartości rzeczywiście zamieni się w użyteczny. Duża częstotliwość korzystania z tej metody to raczej efekt braku pomiaru efektu niż skuteczności metody. Ruch jest raczej wrzucany do „wspólnego worka” i dopiero taki jest w jakikolwiek sposób mierzony.

Dużo lepiej jest wynotować, wg jakich fraz (zapytań) klienci trafiają na stronę i sprawdzić, do jakiej strony trafiają. Teraz już warto sprawdzić, co znajduje się w centralnej części strony i czy odpowiada to zapytaniu. I to odpowiada wprost, tak aby klient mógł podjąć decyzję w ciągu ułamka sekundy (zwykle nie da on więcej szansy).

Dalej jest łatwiej

Jeśli odwiedzający zdecydował, że strona jest interesująca, już dalej poświęci czas i wysiłek, żeby znaleźć to, na czym mu zależy. Tu już można go zmusić, aby włożył nieco wysiłku i czasu, sam poszuka, czego potrzebuje, nawet jeśli twórcy strony udało się tę treść nieco „ukryć”.

Kiedy klient już zdecyduje się zostać ze stroną, to na ogół poświęci dużo czasu, żeby ją dokładnie przeszukać. Dlatego tak ważne jest, aby trafić z najważniejszym od razu, jeśli uda się przyciągnąć uwagę, to dalej jest już z górki. Trzeba więc umieszczać treść zgodną z zapytaniem, ale też na środku strony, na którą trafi klient po kliknięciu.

Podsumowanie

W Internecie trudno o uwagę klienta. A jeszcze trudniej o zauważenie. Stron WWW są miliardy i każda walczy o uwagę. Jeśli więc się uda, to trzeba się postarać, aby przebić się z komunikatem do klienta. To oczywiście efekt dopasowania treści do zapytania, ale też umieszczenia najważniejszego przesłania na środku strony. Inaczej klient go nie zauważy, tylko pójdzie gdzie indziej.

Podnieś efektywność biznesu już dziś!

Aby wdrożyć FRAME w Twojej firmie, wystarczy się z nami skontaktować.