In Artykuły, Handel, Uniwersalne

Przedsiębiorca, często wyłączny właściciel bywa w swojej firmie jest alfą i omegą. To daje mu poczucie władzy, gwarancję, że wszystko odbędzie się tak, jak on chce. Ma też poczucie, że kontroluje swoje pieniądze. To naturalne dla świeżo upieczonego przedsiębiorcy, ale też z czasem staje się ciężarem.

Przedsiębiorcy sami do tego doprowadzają

We wczesnym etapie rozwoju firmy właściciele są alfą i omegą firmy, sami decydują, są też często ogarnięci obsesją kontroli. Na tym etapie uważają, że sami najlepiej wiedzą jak należy robić, a jeśli gdzieś jest problem to tam, że nie wszyscy tak robią. Do tego dochodzi troska o własne, ciężko zarobione pieniądze. Jedno i drugie preferuje kontrolę, a nie rozwijanie pracowników i delegowanie władzy.

Uwaga. „kogo poszukują do pracy?” Jakich pracowników poszukują firmy na wczesnym etapie rozwoju, z dominującą rolą właściciela? Posłusznych wykonawców, do tego najlepiej tanich, gdyż po co przepłacać z własnych ciężko zarobionych pieniędzy. Wśród takich pracowników trudno znaleźć kogoś, kto weźmie na siebie odpowiedzialność czy kogo można rozwijać, nawet jeśli pojawi się taka chęć.

Specyficzny profil pracowników (posłuszni wykonawcy) utrudnia rozwój także w przyszłości. Ci pracownicy są lojalni i trudno się później z nimi rozstać. Oni zaczynają piastować ważne funkcje w przedsiębiorstwie, a że zdają sobie sprawę ze swoich ograniczeń, blokują rekrutację i rozwój pracowników, którzy mogliby im zagrozić.

Do tego ścisła kontrola właściciela nie tylko pozwala upewnić się, co robią inni. Ona także pozbawia ich inicjatywy i chęci, żeby wzięli na siebie jakąkolwiek odpowiedzialność. A wzięcie odpowiedzialności to warunek rozwoju firmy.

Jedynowładztwo z czasem staje się obciążeniem

Gdyż blokuje napływ nowych idei, pozbawia też pracowników inicjatywy.

(1) Pozbawia inicjatywy. W jednoosobowo zarządzanej firmie łatwiej i bezpieczniej, a także wygodniej jest słuchać niż mówić. Zresztą po co, i tak nie zostanie się wysłuchanym.

(2) Blokuje nowe idee. Chyba że to jego idee, ale tak nie będzie zawsze, liczba tych idei też z czasem będzie maleć.

(3) Odstrasza kreatywnych pracowników. Nie tylko takich się nie rekrutuje, ale też oni sami nie chcą przychodzić.

(4) Błędy się nawarstwiają. Gdyż nie ma kto ich korygować. Każda organizacja popełnia błędy, a jeśli ktoś sam nie jest kontrolowany (sytuacji właściciela w firmie), to tych błędów jest nawet więcej niż statystycznie. Do tego ten, kto je popełnił, nie chce się do nich przyznać, najbardziej przed sobą, ze względu na ego, ale i przed pracownikami, ze względu na obawę przed utratą autorytetu.

(5) Nie ma przyznawania się do błędów. To nie tylko problem merytoryczny, ale też zarządczy. W takiej organizacji nikt nie chce się przyznać do błędów, więc się je ukrywa, albo nie podejmuje odpowiedzialności.

(6) Za porażki obarcza się innych. A to utrudnia reformę firmy. Jeśli winni są konkurenci, kryzys, regulatorzy rynku czy spadek popytu, to firma zamiast się zmienić, skupi się na wyjaśnieniach i uzasadnieniach.

Uwaga. „łatwiej uzasadnić niż rozwiązać”. Znaleźć rozwiązanie jest trudno, zresztą nie ma pewności, że rozwiązanie się sprawdzi. Po co zresztą brać za to odpowiedzialność, uczyć się nowych rzeczy. Dużo prościej jest znaleźć uzasadnienie, najlepiej takie, które sięga do obiektywnych trudności. To zawsze będzie prawda, przecież zawsze są obiektywne trudności, a wszystko pozostanie tak jak jest.

Wyjątkowa pozycja lidera i brak (z założenia) jego następców, bo przecież ich się ani nie rekrutuje, ani nie wychowuje, powoduje, że lidera trudno zastąpić. Do pewnego momentu to dobrze, ale w końcu zaczyna to firmę uwierać.

Trudno go zastąpić

Po pierwsze dlatego, że sam tego nie chce, po drugie dlatego, że nie wychował następcy, po trzecie dlatego, że firma przyzwyczajona jest do jedynowładztwa.

Ale w autokratycznym stylu zarządzania właściciela jest też wiele zalet. Te uwidaczniają się szczególnie na początku rozwoju firmy, gdy nic nie jest ustalone, trzeba podejmować duże ryzyko i cały czas próbować nowych rzeczy.

Są też zalety tego stylu

Nie boi się zmian, jeśli już zostanie do nich przekonany/zmuszony.

Na ogół właściciel i twórca firmy jest jednocześnie liderem. Jeśli nie jest, to raczej nie stworzyłby takiej firmy.

Uwaga. „łatwiej ciągnąć niż pchać”. To fakt znany każdemu. Jeśli coś się pcha, to prędzej czy później o coś zaczepi. A jeśli ciągnie, to łatwo pokonuje przeszkody. W firmie jest tak samo, poza tym lider zastępuje do pewnego stopnia procedury, nie usztywniając jednak przy tym Modelu Biznesowego.

Lider przyda się także, gdy firma zaczyna mieć problem. Jeśli jednak Model Biznesowy się już ukształtował i trzeba go tylko wykonywać, można z czasem zastąpić przedsiębiorcę procedurą.

Uwaga. „procedury nie podejmują ryzyka”. Kiedy ryzyko jest zbędne, procedury są nawet skuteczniejsze niż przedsiębiorca. To zaleta w uporządkowanej firmie, gdzie jutro jest w pełni przewidywalne.

Z czasem procedury wypierają lidera

Ale nie zawsze to dobrze. Kiedy Model jest stabilny, procedura jest lepsza niż nieprzewidywalny przedsiębiorca. Kiedy jednak nie jest, a więc na początku istnienia firmy i w momentach kryzysu znów zaczyna mieć znaczenie skłonność do ryzyka, dostrzeganie szans w otoczeniu i swoboda w podejmowaniu decyzji.

Uwaga. „z czasem lider staje się zmęczony”. I szuka nowego wyzwania, tymczasem musi wciąż tkwić w firmie, gdyż nie ma go kto zastąpić. Lepiej jeśli o sukcesji pomyśli wcześniej.

Przedsiębiorcę zaczyna męczyć to, że o wszystkim musi sam decydować, ale też to, że musi zajmować się sprawami rutynowymi. A prawdziwy przedsiębiorca dużo bardziej woli ryzyko i wyzwania niż nudę i rutynę codziennego zarządzania.

Menedżerowie administrują. Czym różnią się menedżerowie od przedsiębiorców? Głównie chyba skłonnością do ryzyka. Przedsiębiorcy, jak sama nazwa wskazuje tworzą firmy, a tu zysk, podstawowy wskaźnik sukcesu, jest właśnie premią za ryzyko. Tymczasem menedżerowie przede wszystkim zarządzają już zbudowanym Modelem Biznesowym, co można nazwać administracją.

Podsumowanie

Rola przedsiębiorcy jest w małej firmie kluczowa. I to, że przedsiębiorca z czasem staje się znużony swoją pozycją w firmie i pada ofiarą jednoosobowego podejmowania decyzji i ryzyka, to dla firmy bardzo źle. Na ogół nie jest ona jeszcze gotowa na sukcesję, na zastąpienie lidera i przedsiębiorcy administrującymi menedżerami i procedurami. Tymczasem tkwią w tym dwie pułapki. Po pierwsze firma z góry już powinna przygotowywać następcę przedsiębiorcy, bo gdy się to okaże potrzebne, może być na to mało czasu. Po drugie kiedy w firmie zaczynają się kłopoty, przedsiębiorca znów się przyda. A wtedy go już nie ma, gdyż zastąpiły go w międzyczasie procedury..

Podnieś efektywność biznesu już dziś!

Aby wdrożyć FRAME w Twojej firmie, wystarczy się z nami skontaktować.